Udławiłam się… O tym jak pawie się udusiłam.

HomeVideo Blog

Udławiłam się… O tym jak pawie się udusiłam.



To było bardzo intensywne doświadczenie. Czuję się o wiele bardziej wdzięczna za zwykłe życie. Dzieci się kłucą, naczynia są brudne, znowu muszę zabrać się za pranie… zrobię to, bo żyję…bo mogę. Matko! ale dobrze:-)

If you are interested in working with Therapeutic Mama or Szefirek please contact us at: therapeuticmamadavina@gmail.com

MY LINKS »
Turnus Zdrowotny Terapeutyczny Żywienia
www.zywienieterapeutyczne.pl

MAIN CHANNEL → http://www.youtube.com/therapeuticmama

WEBSITE → http://www.therapeuticmama.com

TWITTER → http://twitter.com/davinarciara

INSTAGRAM → http://www.instagram.com/therapeuticmama

FACEBOOK → https://www.facebook.com/therapeuticmamadavina

PINTEREST → https://www.pinterest.com/therapeuticmama

COMMENTS

WORDPRESS: 22
  • comment-avatar

    Bezcenne głębokie przemyślenia ?

  • comment-avatar

    Jetem daleka od religii i nikt nie ma prawa modlić się za kogoś bez zgody drugiej osoby To jest zaprzeczeniem wolnej woli Pozdrawiam

  • comment-avatar

    Jesteś piękną inspiracją do życia.

  • comment-avatar

    Kochana Davinko, dobrze że złapałaś oddech, Chwała Bogu, że Cię uratował. Jesteś taka miła, dobra i kochana! Bardzo Ci współczuję dzisiejszego doświadczenia. Mądra i piękna i nasza ?❤️??

  • comment-avatar

    Miałem okazję 3 razy ratować ojca od zadławienia. Raz było to jak miałem z 16-17 lat. Ojciec się zadławił. Matka panika totalna. Ja chyba gdzieś w telewizji widziałem, że trzeba stanąć za osobą, opasać rękoma i złączyć je pod żebrami, gdzieś w okolicach przepony, żeby uciskać do góry płuca. Pamiętam, że ojciec ważył wtedy ponad 100kg (kawał chłopa, nie gruby), a jak byłem sporo mniejszy, chudy jak patyk i ważyłem może z 60kg. Sytuacja była już mocno krytyczna, ale jakoś zebrałem w sobie tyle siły, że jak pociągałem ręce, żeby ucisnąć płuca, to go podnosiłem do góry dobre 10 cm. Udało się. Potem zdarzyło się to jeszcze dwa razy na przestrzeni lat, już w moim dorosłym życiu. Co ciekawe było to podczas moich przypadkowych wizyt u rodziców. Byłem i mogłem mu pomóc (tym razem już ja byłem większy, a i ociec schudł do 85kg). Wszystko przez to, że kiedyś chodził do szkoły z internatem i trzeba było szybko jeść, bo ciągle gdzieś gonił, a potem wojsko i też trzeba było szybko jeść, bo był czas wyznaczony. Wyrobił sobie przez te lata nawyk szybkiego jedzenia. Na szczęście po ostatnim takim incydencie, wziął się za siebie i nauczył jeść spokojnie, bez pośpiechu i (odpukać) jest dobrze już pewnie ze 20 lat.

  • comment-avatar

    Moja babcia zawsze opowiadała mi o znajomej która zakrztusiła się kluską przy obiedzie i umarła…

  • comment-avatar

    Davinko Dzięki za to że jesteś i za to że mogę na ciebie patrzeć i ciebie słuchać ?
    Zosia z Hamburga

  • comment-avatar

    Ja tez prawie zadlawilam sie jabkiem w pracy. Kiedy to opowiadalas wszystko mi sie przypomnialo. Cos okropnego.

  • comment-avatar

    Cóż za piękna polszczyzna. Chyba mało który Polak mówi dziś: "kasłać". Ja to słowo słyszałem ostatnio w latach 70., w szkole podstawowej, używane przez nauczycielkę biologii.

  • comment-avatar

    Cudownie to opowiedzialas zycie jest dymkiem z papierosa tak ulotne dlatego trzeba niesc radosc i milosc

  • comment-avatar

    Pomogla Tobie Twoja dobra energia i milosc jaka dostajesz od internautow. Kochamy Cie

  • comment-avatar

    Tao mówi: puść wszystkie przywiązania. Odpuść. Odetnij się. W tym wypadku- nie trzymaj się kurczowo życia. Bo nie masz do końca wpływu na to kiedy odejdziesz. Będziesz musiał/musiała zaakceptować nadejście śmierci- swojej i innych ludzi. Gdzieś było napisane "nie znasz ani dnia, ani godziny". Więc zanim ta godzina nadejdzie warto pomyśleć o tym jak najlepiej to życie wykorzystać, żeby było ono radosne i spełnione.

  • comment-avatar

    Dawina ja już to kiedyś pisałam, ale dla mnie Ty Babko jesteś święta. 🙂

  • comment-avatar

    Davinka: Ania S. tutaj, kocham Cię bardzo, dziękuję :* <3

  • comment-avatar

    Ja po tym jak prawie się udusiłam kawałkiem orzecha przez ponad rok cierpiałam na ataki paniki, bliskość śmierci bardzo mnie przeraziła 🙁 chyba powinnam zacząć medytować.

  • comment-avatar

    Kiedy mój 6-letni synek zadławił się landrynką, byliśmy wtedy w restauracji, zerwałam się, chwyciłam go za nogi i jak zwisał głową w dół uderzyłam mocno w plecy, a cukierek wypadł…ale z dorosłym byłoby gorzej.

  • comment-avatar

    Kiedy byłem dzieciakiem ośmioletnim (około) topiłem się w zalewie i moja siostra to widziała na dodatek , przez co bardziej mnie to stresowało . Nie mogłem wypłynąć na powierzchnię i zacząłem machać jak szalony co nie pomagało aż się zmęczyłem i pogodziłem się z tym że się utopie , wtedy też poczułem spokój i lekkość i już wolno machałem rękoma i wypłynąłem .

  • comment-avatar

    BOGU DZIĘKI !!!!! Pozdrawiam !!!!!!!

  • comment-avatar

    Teraz już wiem dlaczego nigdy nie próbowałem rozmarynu…..

  • comment-avatar

    Jesteś świetna osoba ! Widzę, że masz opanowany już spokój kiedy dzieci np płaczą lub robią zamęt do koła ale w wielu sytuacjach trzeba jeszcze więcej spokoju i mniej haosu oraz robienie jednej rzeczy na raz 😀 pozdrawiam. Dziękuję za piękne i głębokie przemyślenia ?

  • comment-avatar

    Śmierć to program ktory sprzedali nam ci z oriona czyli reptile. Zaprogramowalinas tak ….i reinkarnacja i tak wkolko.

  • comment-avatar

    ja dzisjaj się prawie udusiłem
    miałem zapchane drogi odechowe strasznie panikowałem mój pies też naszczęście woda uratowała moje życie bo prawdopodomnie bym już nie żył

DISQUS: 1